Z Magdeburga do Warszawy - Piłsudski wolny

Dod. nadzwyczajny do Kurjera Warszawskiego, nr 311 z 10.11.1918

10 listopada 1918

Rankiem 10 listopada 1918 z internowania w Magdeburgu powrócił do Warszawy Józef Piłsudski. Na Dworcu Głównym czekało już na niego kilka tysięcy ludzi. Cesarz niemiecki Wilhelm II abdykował dzień wcześniej, mimo to w mieście nadal stacjonowały wojska niemieckie, nie do końca wiedzące, czy strzelać do Polaków, czy też się poddać.

Adam Koc (Komendant Naczelny POW w Warszawie): Książę Lubomirski był bardzo niespokojny i podniecony, powtórzył kilka razy: „Wreszcie przyjeżdża, ach, jak to dobrze!". Chodziło mi o to, bym pierwszy powitał Komendanta, gdy wysiądzie z wagonu. Wkrótce nadszedł pociąg. Komendant wyszedł z niego w towarzystwie pułkownika Sosnkowskiego. Był blady i oczywiście wyczerpany niewolą, ale widać było, że siły go nie opuściły. Zbliżyłem się do niego i powitałem słowami: „Obywatelu Komendancie, imieniem Polskiej Organizacji Wojskowej witam obywatela Komendanta w stolicy". Komendant odsalutował mi. Książę Lubomirski przeprowadził go do swego samochodu.

Wiktor Tomir Drymmer (komendant obwodu POW): Na samą wieść, że Komendant już jest, sformował się pochód. Entuzjastyczny tłum począł posuwać się Aleją Jerozolimską w kierunku Nowego Światu, wznosząc okrzyki na cześć Komendanta, przeciw okupantom i na cześć Niepodległej Polski. Z podległym mi plutonem posuwałem się na czele pochodu. Śpiewaliśmy pieśni patriotyczne, wiwatowaliśmy i domagaliśmy się niepodległości Polski. Gdy przekroczyliśmy przecznicę ulicy Brackiej, zobaczyłem skręcający w naszym kierunku tramwaj z dużą literą N, oznaczającą, że jest to wagon dla wojskowych Niemców. Tramwaj posuwał się prosto na nas. Motorniczy — widząc nieustępujący tłum — zahamował. Stojący obok motorniczego, jako ochrona, żołnierz niemiecki zaczął powoli podnosić karabin do strzału. Orientowałem się, co może zrobić strzał karabinowy oddany w gęsty tłum. Strzeliłem do Niemca. Osunął się do nóg motorniczego. Mój strzał wywołał eksplozję strzałów ze strony mego plutonu do Niemców skupionych w tramwaju. Otaczający nas tłum rozproszył się, część leżała na jezdni, chroniąc się przed pociskami. Do plutonu mego strzelano z okien pierwszego piętra, gdzie mieścił się warszawski oddział Feldpolizei [policji politycznej]. Nakazałem wycofanie się. Opodal mnie leżał młody człowiek, bluzgając krwią z przestrzelonej szyi. Z kolegą Zawadzkim zanieśliśmy go do pobliskiego sklepu z obuwiem. Próba zatamowania krwi była beznadziejna. Zmarł na moich kolanach.

Tytułem historiograficznej anegdotki dodamy, że powielana jeszcze w II Rzeczypospolitej we wszystkich oficjalnych publikacjach fotografia Piłsudskiego witanego na dworcu pochodzi w rzeczywistości z grudnia 1916. Nie ma oficjalnej fotografii z jego powrotu z 10 listopada 1918.

Pod koniec lat 30., gdy między Polską a III Rzeszą panowały jeszcze całkiem dobre stosunki, w ramach gestu dyplomatycznego podarowano Warszawie domek, w którym mieszkał Piłsudski podczas swojego magdeburskiego internowania (kolorowana fot. w załączniku). Domek postawiono w Łazienkach, najprawdopodobniej został rozebrany do II wojnie światowej.

Źródła:
Jerzy Gaul, Polityczne aspekty uwolnienia Józefa Piłsudskiego z Magdeburga w listopadzie 1918 r., „Dzieje Najnowsze”, 2006, R. 38 z. 3, s. 3-16.
Polski wir I wojny, oprac. Agnieszka Dębska, Wyd. KARTA, Warszawa 2014.

Fotografia:

Powrót komendanta Piłsudskiego - Dod. nadzwyczajny do Kurjera Warszawskiego, nr 311 z 10.11.1918

Materiały dodatkowe