Śmierć Kasztanki, ulubionej klaczy Józefa Piłsudskiego

Mal. Wojciech Kossak/Cyfrowe Muzeum Narodowe

23 listopada 1927

23 listopada 1927 padła słynna Kasztanka, ulubiona klacz Marszałka Józefa Piłsudskiego. Od czasów Legionów admiracja Piłsudskiego dla swojego konia była powszechnie znana, choć zwierzę służyło mu już tylko w trakcie oficjalnych uroczystości.

Kasztanka była nieodłączną towarzyszką Piłsudskiego podczas okresu walk w legionach, była nie mniej znana niż jej pan. Jedna ze zwrotek legionowej zaśpiewki brzmiała:

Jedzie, jedzie na Kasztance,
Siwy strzelca strój,
Hej, hej, Komendancie,
Miły wodzu mój!

Swoje ostatnie publiczne wystąpienie Kasztanka miała 11 listopada 1927 podczas Święta Niepodległości w Warszawie. Później zwierze zostało odtransportowane do stadniny w Mińsku Mazowieckim, jednak podczas transportu doznała urazu wewnętrznego, jak się później okazało pękły jej dwa kręgi grzbietowe. W Mińsku już nie wyszła z wagonu o własnych siłach. Żyła jeszcze do ranka 23 listopada.

Wacław Sieroszewski, dawny towarzysz Piłsudskiego z czasów legionowych, poświęcił Kasztance esej wspomnieniowy pt. "Koń żołnierza i wodza". Czytamy w nim:
Boju niena­widziła. Huk armat czynił ją smu­tną, a skoro znalazła się na linji ob­strzału świst kul wywoływał u niej śmiertelne poty, drżenie ciała, pękanie zaś szrapneli pozbawiało ją resztek rozsądku. Tej jej właści­wości omało raz nie przypłacił Ko­mendant życiem. Gdy w odwrocie z pod Polskiej Góry trzeba było przebyć łączkę szczególniej obstrzeliwaną przez Moskali, Ka­sztanka, po wybuchu nad nią kilku szrapneli, zupełnie oszalała, prze­stała słuchać ostróg i wędzidła, za­częła nieprzytomnie skakać, kręcić się na miejscu, cofać... Komendant mógł być łatwo ugodzony jakim pociskiem - lub zostać wzięty do niewoli przez nadciągającego nie­przyjaciela. Z wielkim trudem u­dało się przeprowadzić ogłupiałe zwierzę przez pole śmierci.
Komendant jednak bardzo lubił Kasztankę i nie chciał jej za nic zmienić! Być może, był posłuszny podświadomemu uczuciu artysty, któremu przemawiał do serca dzi­wny i głęboki symbolizm tego naturalnego, żywiołowego lęku śmier­ci u zwierzęcia, opanowanego i kie­rowanego w bój, wraz z tysiącami posłusznych mu żołnierzy, przez jego nieulękłą duszę, żelazną wo­lę oraz mądre przekonanie, że wiel­kie szczęście oswobodzenia warte wielkiego cierpienia…

Ciekawe są pośmiertne dzieje Kasztanki. Szczątki pochowano na terenie siedziby 7. Pułku Ułanów Lubelskich, stacjonujących w Mińsku Mazowieckim, ustawiono tam pamiątkowy głaz z napisem: Tu leży Kasztanka, ulubiona klacz bojowa Marszałka Piłsudskiego. Skóra zwierzęcia została wypchana i można ją było oglądać w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, a później w Belwederze. II wojnę światową wypchana Kasztanka spędziła w magazynach Muzeum Wojska Polskiego, tam dotrwała wyzwolenia, choć po 5 latach bez konserwacji jej stan był opłakany. Anegdota głosi, że gdy gen. Rola-Żymierski (dawny współpracownik Piłsudskiego) wizytował magazyn w 1945 r. i zobaczył wypchane zwierzę powiedział: Poznaję to bydle, już mnie raz kiedyś kopnęło, nie ma potrzeby tych szczątków przechowywać.

Źródła:
Świat, Nr. 49 z 3.12.1927
Teczka archiwalna z wycinkami dot. Kasztanki | Instytut Józefa Piłsudskiego w Ameryce
Jarosław Pałka, Jerzy Poksiński, Michał Żymierski 1890-1989, Warszawa 2015.

Fotografia:

Piłsudski na kasztance, obraz z 1928 r. - Mal. Wojciech Kossak/Cyfrowe Muzeum Narodowe