Akcja Góral

Fot. Wikimedia Commons, domena publiczna

12 sierpnia 1943

Akcja "Góral" - najbardziej misterna akcja polskiego podziemia, choć może nie tak sławna, jak akcja pod Arsenałem czy zamach na Kutscherę - jednak przyniosła podziemiu długofalowe profity: zastrzyk gotówki zasilił podziemny budżet, tym samym znacznie ułatwił walkę z okupantem.

Przygotowanie do akcji trwało aż 14 miesięcy, od maja 1942, kiedy to dowództwo podziemia zorientowało się, że o finanse jest coraz trudniej, londyńskie przesyłki przychodziły nieregularnie, przedwojenne zapasy gotówki były zaś na wyczerpaniu. Do akcji przygotowywany był Oddział Osa/Kosa, lecz na skutek dekonspiracji większość członków oddziału zostało aresztowanych. Nie zrezygnowano jednak z celu i wyznaczono nowych ludzi do przeprowadzenia napadu - na ich czele stał por. Romana Kiźny ps. „Pola”.

Swój kryptonim "Góral" akcja wzięła od wyglądu okupacyjnego banknotu o nominale 500 zł (na zdjęciu) i podobizny anonimowego górala - był to najwyższy nominał wśród okupacyjnych banknotów. Takie właśnie banknoty przechowywano w filii Banku Emisyjnego w Polsce przy ulicy Bielańskiej w Warszawie. Stamtąd co jakiś czas odchodziły transporty waluty na Dworzec Wschodni (a dalej do Krakowa). Na trasie między Bielańską a Dworcem Wschodnim zaplanowano napad, wybrano brukowany odcinek Senatorskiej między Miodową a Podwalem, tuż przy placu Zamkowym. Ponieważ czasem konwój skręcał w Miodową i jechał Krakowskim Przedmieściem, postanowiono zablokować przejazd pozorując roboty drogowe. Pierwotnie akcję zaplanowano na 5 sierpnia, ale na miejsce nie dotarła ekipa z karabinami maszynowymi. Konspiratorzy przecięli też kable telefoniczne, co tylko jeszcze bardziej wzmogło uwagę Niemców - konwój wyjechał więc w jeszcze większej obstawie.

Rankiem 12 sierpnia 1943 w okolicach zaplanowanej akcji przebywały 42 osoby (w tym 2 łączniczki) z AK - oprócz bezpośrednich sprawców byli obserwatorzy, osłona i zabezpieczanie trasy ucieczki. Krótko po godz. 10 ciężarówka wraz obstawą znalazła się tam, gdzie jej oczekiwano. Drogę zajechał jej zwyczajny dwukołowy wózek, jakim przewożono towary po mieście. Po chwili w kierunku kabiny kierowców i samochodu niemieckiej obstawy poleciała salwa z pistoletów. Po stronie niemieckiej zginęło sześciu ludzi z eskorty, dwóch policjantów zastrzelonych na Senatorskiej (nadbiegali usłyszawszy strzelaninę) i przypadkowy oficer Wehrmachtu, który akurat znalazł się w pobliżu. Niestety, od polskich kul zginęło również trzech polskich pracowników Banku Emisyjnego. Po stronie AK ranne zostały dwie osoby.

Pieniądze starannie ukryto w szklarni na Woli. Po przeliczeniu pieniędzy okazało się, że udało się zdobyć 106 milionów złotych, czyli około miliona ówczesnych dolarów. Jak na owe czasy była to suma zawrotna. Niemcy w kilka dni po napadzie oplakatowali miasto oraz zamieścili ogłoszenie w gazetach (zob. załączniki), oferując niebotyczną nagrodę za wskazanie miejsca ukrycia pieniędzy lub wskazanie sprawców. W odpowiedzi podziemie zachęcało do akcji wysyłania fałszywych donosów do władz - aby zmylić Niemców i spowolnić śledztwo. Po Warszawie krążyła anegdotka, że jeden z donosów zawierał adres świadka, który ponoć widział całe zdarzenie. Jednak śledczy pod wskazanym adresem („Warszawa, plac Zamkowy 1") znaleźli tylko... kolumnę z Zygmuntem III Wazą, "naocznym świadkiem" napadu. Mimo zakrojonych poszukiwań Niemcom nie udało się nigdy wpaść na ślad sprawców napadu, ani odzyskać pieniędzy. Za napad żadne represje nie spadły na ludność cywilną, być może Niemcom wydawało się, że kradzież miała charakter bandycki.

Dla Warszawiaków indolencja Niemców w tej sprawie stała się obiektem kpin. W podziemnym czasopiśmie "Demokrata" ukazał się nawet wiersz Aleksandra Maliszewskiego poświęcony akcji "Góral". Autor zawarł tam aluzję do niemego świadka wydarzenia, posągu Zygmunta III Wazy:

Siedzi ptaszek na drzewie,
policji się dziwuje,
że też żaden z nich nie wie,
gdzie się świadek znajduje.

Gdy huknęły wystrzały,
świadek mrugnął „To oni”,
mieczem drogę pokazał,
krzyżem pogoń zasłonił,

Któż to zabrał miliony?
Ot, dopiero zagadka.
Świadek mrugnął: „To oni”,
Zapytajcie się świadka.

Źródła:

Fotografia:

Awers okupacyjnego banknotu 500 zł z 1940 r. Widoczna podobizna górala, od którego banknot wziął swoją obiegową nazwę. - Fot. Wikimedia Commons, domena publiczna

Materiały dodatkowe