Coca-Cola wreszcie w Polsce

Fot. Grażyna Rutowska/Zbiory Narodowego Archiwum Cyfrowego

19 lipca 1972

19 lipca 1972 roku Coca-Cola zawitała pod polskie strzechy. W ciągu pierwszego dnia sprzedano w warszawskim „Supersamie” i „Sezamie” w ciągu godziny 240 skrzynek po 24 butelki – w sumie 5 760 butelek Coca-Coli. Spragnieni namiastki zachodniego życia warszawiacy uzyskali powszechny dostęp do legendarnego napoju.

Z punktu widzenia wpływu Coca Coli na polską kulturę najciekawsze są powojenne losy tej marki. W czasie II wojny światowej cola była napojem wysyłanym na front, wszędzie tam, gdzie walczyli amerykańscy żołnierze. Dzięki temu żołnierze przyzwyczajali się do smaku napoju, który zaczęli kupować po powrocie do domu.

Szczególnie po II wojnie światowej, gdy w Ameryce powstawała klasa średnia i formowano jej ideologię, Coca-Cola idealnie wpisywała się w atrakcyjny styl nowego społeczeństwa. Napój stał się ideowym taranem kapitalizmu, symbolicznie spajał kraje identyfikujące się z szeroko pojętymi wartościami Zachodu. Wystarczy obejrzeć tylko jeden z wyprodukowanych wówczas filmów reklamowych (zob. poniżej), aby zrozumieć znaczenie, jakie nadawali napojowi sprytni PR-owcy.

Szybko zrozumiano siłę Coli po drugiej stronie barykady, za Żelazną Kurtyną. Dla komunistów Coca-Cola stała się ucieleśnieniem znienawidzonego amerykańskiego imperializmu, jeszcze jedną sztuczką Wujka Sama, mającą podporządkować Amerykanom "naiwne" społeczeństwa. W latach 50. wytoczono przeciwko Coli ciężkie działa: „Coca-Cola to imperializm w płynie”. Mimo to, Coli można było spróbować na Międzynarodowych Targach Poznańskich w 1957 r., później była dostępna za dewizy w sklepach Pewexu i Baltony, jednak i tak pozostawała uosobieniem dekadenckiej kultury Zachodu. Jeszcze w latach 50. Adam Ważyk w duchu walczącego komunizmu pisał antykapitalistyczny wiersz:

Dobrze wam było pić Coca-Cola.
Ssaliście naszą cukrową trzcinę,
zjadali nasze ryżowe pola,
żuliście kauczuk, złoto, platynę,
dobrze wam było pić Coca-Cola.

My, co z bagnistych piliśmy studzien,
dzisiaj pijemy wodę nadziei,
męstwo, którego źródło jest w ludzie,
pijemy wodę w górach Korei,
my, co z bagnistych piliśmy studzien.

Po Coca-Cola błogo, różowo
za parę centów amerykańskich
śniliście naszą śmierć atomową
pięć kontynentów amerykańskich.
Po Coca-Cola błogo, różowo!

My, co pijemy wodę nadziei,
wiemy, gdzie sięga dziś nasza wola:
wyszliście z Chin, wyjdziecie z Korei,
my wam przerwiemy sen Coca-Cola
my, co pijemy wodę nadziei.

Dopiero na początku lat 70., gdy do władzy doszła nowa ekipa z Edwardem Gierkiem na czele, zniesiono obowiązujący od lat 50. zakaz. W 1982 roku konkurs na hasło reklamowe wygrała nawet Agnieszka Osiecka ("Coca-Cola to jest to!"), honorarium przeznaczyła na cele charytatywne. Do produkcji Coca-Coli przystosowano zakłady Browarów Warszawskich przy ul. Grzybowskiej, wsad sprowadzono z Amsterdamu i Neapolu, butelki początkowo przyjeżdżały z Hiszpanii, później zaś produkcję przejęła wołomińska huta szkła. Wobec rosnącego popytu uruchomiano później jeszcze dwie fabryki: w Zabrzu i w Tychach. W 1976 r. produkcja sięgała 176 hektolitrów rocznie. W Życiu Warszawy zaś pisano: „Już od wczoraj można kupić litrową butelkę Coca-Cola w „Supersamie” i sklepach delikatesowych w Warszawie. Cena butelki wynosi 19 zł, a kucja - 8 zł.”

Istotę kulturowego znaczenia Coca-Coli uchwyciła Agata Passent, córka Agnieszki Osieckiej: W późnych latach 70. Coca-Cola była rarytasem. Nie kupowało jej się w sklepie litrami, by pić w domu czy przy ognisku. Pierwszą Colę, oczywiście w szklanej, małej butelce, piłam na wakacjach w Ustce, w jakiejś kawiarni przy bulwarze. Cola pozostanie dla mnie zawsze symbolem wakacji i luzu.

Coca-Cola doczekała się rodzimej własnej wersji, napoju o swojskiej nazwie Polo-Cockta. W filmie Kingsajz Juliusza Machulskiego napój ten pomagał krasnoludkom utrzymać wielkość zwykłego człowieka, dzięki czemu mogli oni funkcjonować w normalnym świecie. W schowanej między wierszami alegorii Machulski sugerował, że podobnie jak Polo-Cocta, prawdziwa Coca-Cola pomagała przeistoczyć się z "małego" komunizmu w "duży" kapitalizm:

Olgierd Jedlina: Kumotrze Szyszkowniku, coś mi przyszło do głowy. Dlaczegóżby po prostu nie udostępnić eliksiru wszystkim? Wtedy nareszcie będziemy wiedzieli, kto chce być krasnalem, a kto nie. Prawdziwi krasnale zostaną, a innych nam nie potrzeba.
Kilkujadek: Sęk w tym, że my potrzebujemy wszystkich. I tych co chcą, i tych co się wahają. Bo inaczej mogłoby dojść do tego, że któregoś dnia tylko my dwaj musielibyśmy koniom grzywy pleść. Ja wiem, polococktowcy nas nie kochają. Ale my ich tak długo będziemy kochać, aż oni nas wreszcie pokochają.

Film reklamowy "Refreshment on the Job" (1951)

Źródło:
Życie Warszawy z 25 maja 1976
Coca-Cola – symbol drobnych przyjemności
Marta Kawczyńska, Od lekarstwa z kokainą do ikony. Coca-Cola ma 130 lat | TVP Info

Fotografia:

Sprzedaż lodów w kostkach przy ul. Świętojańskiej na Starym Mieście. Obok skrzynki z Coca Colą. W tle Zamek w trakcie odbudowy, maj 1974 - Fot. Grażyna Rutowska/Zbiory Narodowego Archiwum Cyfrowego

Materiały dodatkowe