Ostatnia droga Janusza Korczaka i jego podopiecznych

Fot. Wikimedia Commons

6 sierpnia 1942

5 lub 6 sierpnia (różne źródła podają te dwie daty) Janusz Korczak wraz ze swymi podopiecznymi wyruszył z budynku Domu Sierot na Siennej 16 w swoją ostatnią drogę na Umschlagplatz, skąd tego samego dnia wszyscy zostali wywiezieni do Treblinki.

Historia Domu Sierot Janusza Korczaka sięga początku wieku. Pierwszy Dom Sierot oddano do użytku w 1912 przy ulicy Krochmalnej 92. Był to specjalnie na ten cel zbudowany, nowoczesny budynek zrywający z dotychczasowym klasztorno-więziennym stylem sierocińców. Janusz Korczak osobiście dbał, aby rozplanowanie wnętrz odpowiadało indywidualnym potrzebom dzieci i zapewniało im kontakt ze światem zewnętrznym. W tym budynku Dom Sierot nieprzerwanie działał do listopada 1940 roku kiedy znalazł się poza murami getta. Mimo rozpaczliwych wysiłków Korczaka, 150 podopiecznych i wychowawcy musieli przenieść się do nieprzystosowanego i ciasnego budynku przy Chłodnej 33. Mimo konieczności ciągłej walki o każdy przydział żywności, ciasnoty i chorób, Korczak starał się nie zmieniać stylu swego systemu pracy z dziećmi, kazał zamurować wejście główne, aby jak najbardziej odciąć dzieci od Niemców, prowadzone były odczyty, zabawy, do Domu Sierot na pogadanki zapraszano artystów, aktorów, ale też rykszarzy czy gazeciarzy.

W październiku 1941, po zmianie granic getta, Dom Sierot czekała kolejna przeprowadzka, tym razem do budynku położonego pomiędzy ulicą Śliską a Sienną. Dziś dokładnie w tym miejscu znajduje się Teatr Lalka. Innowacją w tym okresie funkcjonowania Domu Sierot było wprowadzenie szkoły. Dzieci uczyły się czytać, pisać, rachunków, pomoce szkolne przygotowywał sam Korczak. To z tego budynku na ulicy Siennej 16, 5 lub 6 sierpnia o godzinie 10 rano, Stary Doktor wraz z Stefanią Wilczyńską, całym personelem i 200 wychowankami wyruszył w swą ostatnią drogę na Umschlagplatz. Różne osoby odmiennie zapamiętały ten długi, czterogodzinny marsz. Poniżej wspomnienie Marka Rudnickiego, który był wtedy chłopcem:

"Gdy poszedłem rano, 6 sierpnia ok. godziny 10, pod Dom na Siennej 16, dzieci stały już na chodniku uformowane w czwórki. Dzieci były schludnie ubrane i nie wyglądały na zagłodzone, snadź Korczak zawsze zdołał wyżebrać dosyć, by im zapewnić minimum strawy. (…) Nie chcę być obrazoburcą ani odbrązawiaczem - ale muszę powiedzieć, jak to wtedy widziałem. Atmosferę przenikał jakiś ogromny bezwład, automatyzm, apatia. Nie było widocznego poruszenia, że to Korczak idzie, nie było salutowania (jak to niektórzy opisują) (…). Była straszliwa, zmęczona cisza. Korczak wlókł nogę za nogą, jakiś skurczony, mamlał coś do siebie od czasu do czasu. Gdy sobie te scenę przypominam - rzadko mnie ona opuszcza - wydawało mi się, że słyszałem, że mamrocze słowo "dlaczego". Byłem wystarczająco blisko, aby wychwycić te słowa. Ale to na pewno tylko wybryk mojej wyobraźni w retrospekcji. Nie były to chwile filozoficznej refleksji: to były chwile tępej, milczącej rozpaczy bez granic, już bez pytań, na które nie ma odpowiedzi".

Źródła:
Barbara Engelking, Jacek Leociak, Getto Warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście, Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów, Warszawa 2013.
Joanna Olczak-Ronikier, Korczak. Próba biografii, Warszawa 2012.

Mapa

Fotografia:

Wychowankowie domu sierot, maj 1940 - Fot. Wikimedia Commons