"Najazd wróżbitów na stolicę"

POLONA

22 sierpnia 1939

Atmosfera zbliżającej się wojny to czas wyjątkowego napięcia emocjonalnego, niepewność co do przyszłości była doskonałą pożywką dla person nie wahających się wyzyskać finansowo ludzi, którzy nie potrafili sobie poradzić z ponurą atmosferą zawirowań wojennych. Nie był to pierwszy to, i nie ostatni przykład wezbranej fali oszustw w obliczu niezwykłych wydarzeń.

Warszawski Dziennik Narodowy z 22 sierpnia 1939 donosił:
W ostatnich czasach pojawili się w Warszawie różni wróżbici w ilości tak pokaźnej, jak nigdy. Czarodzieje, jasnowidze, indyjscy i tybetańscy uczniowie jogów i łamów, frenologowie itp. przewidujący przyszłość, odczytujący myśli, reklamują się przy pomocy ulotek i plakacików na ulicach stołecznych, nie licząc się zupełnie ze skutkami takiego reklamowania się. Wobec takiego stanu rzeczy władze administracyjne zajęły się wróżbitami. Ogłoszone będą przepisy o rejestracji wróżbitów i wydaniu im odpowiednich zezwoleń, bowiem, jak okazuje się, niektórzy zawodowi wróżbici mają dość treściwie opisane życiorysy w kartotece urzędu śledczego.

Jednym z takich ludzi był niewątpliwie Wacław Pyffello (właściwie Wacław Pyfel), jeden z najbardziej znanych warszawskich jasnowidzów, działający od lat 20. Pyffello miał swój stały gabinet na Powiślu przy ul. Bednarskiej 17, jednak prowadził również działalność objazdową. Co jakiś czas prasa przypominała o jego działalności, np w IKC-u w artykule z 1932 pisano:
Wśród mieszkańców stolicy, a zwłaszcza Powiśla, znane jest nazwisko niejakiego „Pyfello“ Wacława, chiromanty, wróżbiarza, który swój gabinet miał przy ul. Bednarskiej 17. Klientkami Pyfella były przeważnie kobiety. Pyfello uprawiał swój proceder w ten sposób, iż przy pomocy jakichś wypróbowanych sztuczek i sugestyj potrafił wiele ze swych klientek uczynić sobie powolnemi. Pod pozorem chiromancji i wróżbiarstwa w „gabinecie" chiromanty działy się niekiedy sceny iście bachiczne. Pyfello proceder swój wyzyskiwał dla celów erotycznych. Kilka klientek chiromanty, oburzonych zachowaniem się Pyfella, złożyły doniesienie w urzędzie śledczym. Władze roztoczyły nadzór nad „działalnością" Pyfella.

W końcu sierpnia 1939 gazety jeszcze bardzie podgrzewały atmosferę przypominając słynną "Przepowiednię z Tęgoborza", datowaną na 1893 rok (choć zapewne powstała na początku 1939 roku), jej pierwsza zwrotka brzmiała:

W dwa lat dziesiątki nastaną te pory,
Gdy z nieba ogień wytryśnie.
Spełnią się wtedy pieśni Wernyhory,
Świat cały krwią się zachłyśnie.

Ponieważ przepowiednia w zasadzie się spełniła, zrobiło to ogromne wrażenie na ludności, toteż przez całą okupację służyła za "święty tekst", w którym szukano powiązań między wydarzeniami faktycznymi a treścią przepowiedni. Krsytyna Krahelska zanotowała w swoim dzienniku w kwietniu 1940 r.:

Trzeba zastanowić się nad niepospolitą nową psychozą ogarniającą szerokie koła ludzi: psychozą przepowiedni. Trzeźwi, inteligentni, pozbawieni przesądów ludzie lubują się prawie dziś w tym, żeby wiązać nadzieję z tą czy inną datą, w której ma się stać to czy owo […]. W każdym miesiącu niemal kursuje po Warszawie kilka takich nowych przepowiedni. […] Psychoza przepowiedni jest zresztą bardzo charakterystyczna dla naszego okresu: ludziom jest zbyt ciężko, najgorzej gnębi wielu „nic nie dzianie się" w znaczeniu jakichś większych, ostrzejszych rozgrywek na froncie. Stąd potrzeba rozkawałkowania rozporządzalnego czasu na raty, terminy, i potrzeba stwarzania sobie możliwości wyczekiwania.

Wydaje się, że niemiecki okupant zdawał sobie sprawę ogłupiającego wpływu jasnowidzów, z pełną premedytacją zgadzano się na ich działalność, Pyffello swobodnie podróżował po terenie GG, świadcząc swoje "usługi". Wojnę przeżył, jeszcze w latach 50. można było usłyszeć o jego działalności w Radomiu.

Źródła:

Fotografia:

Reklama jasnowidza Pyffello - POLONA

Materiały dodatkowe