"W nocy nalot, w dzień łapanka"

Fot. Zbiory Krzysztofa Jaszczyńskiego / Fundacja Warszawa1939.pl

13 maja 1943

 

Siekiera, motyka, piłka, szklanka,
W nocy nalot, w dzień łapanka.
Siekiera, motyka, piłka, gaz,
Uciekajmy póki czas.

Tak właśnie w ludowej piosence zapisało się doświadczanie sowieckich nalotów na Warszawę w czasie II wojny światowej. Ta nowa plaga przychodziła zawsze pod osłoną nocy, niespodziewany kataklizm porównany został do ulicznej łapanki, prawdziwej wojennej zmory mieszkańców Warszawy. W czasie jednego z takich bombardowań, we wrześniu 1942, spłonął niemal cały Kercelak - właściwie zakończyło to żywot tego targowiska.

Największy nalot sowiecki miał miejsce w nocy z 12 na 13 maja 1943. Podczas alarmu bombowego siedząca w schronie Sabina Sebyłowa zanotowała: Odzywają się zenitówki. […] Działka przeciwlotnicze zabrały energicznie głos. Czerwone kule świetlne […] wylatują w górę. Słychać samoloty. […] Światła rakiet, którymi lotnicy sowieccy oświetlają interesujący ich teren, łudzą oczy jasnością pogodnego dnia. W piwnicy omal pełno, lecz wszyscy trzymają sztywne nerwy. Pcha spaceruje po mnie jak po parku. Warkot samolotów przewala się gęsto nad nami. Bomby rypią gdzieś indziej.

Następnego dnia Sebyłowa opisywała: Chodzimy oglądać zniszczenia nocnym nalotem. Znowu ruiny, krew, kalectwa, śmierć. Zniszczenia materialne można będzie odbudować. A te głębsze straty? Bomba upadła na dom na 6 Sierpnia, w którym, podobno, kwaterował sztab niemiecki. Podziwiać celność i wywiad.

Kilka tygodni przed nalotem, 25 kwietnia 1943, po odkryciu w Katyniu masowych grobów polskich oficerów, rząd ZSRR jednostronnie zerwał stosunki dyplomatyczne z rządem Sikorskiego. Polski rząd w Londynie właśnie Rosjan oskarżył o tę zbrodnię, niefortunnie stając w jednym szeregu z Niemcami, którzy odkryli groby. Niestety, akurat był to jeden z tych momentów, gdy niemiecka propaganda wojenna o losie polskich oficerów mówiła prawdę i nie omieszkała wykorzystać sowieckich bombardowań do kolejnego propagandowego ataku na Związek Radziecki, usiłując przy tym nastawić Polaków antyradziecko i antyżydowsko. Okupacyjna prasa gadzinowa pisała: Czerwone skrzydła drapieżnego sępa znów pojawiły się nad śpiącą Warszawą. Mordercza ręka cisnęła w dół, na dachy domostw śmiercionośne pociski. Echo detonacyj zlało się w jedno z szatańskim krwawego rozbójnika i ścichło w warkocie motoru. […] [Taką] zbrodnię może zrodzić tylko czerwony szatanizm.

Jak na ironię, bombowce użyte przez Rosjan przy nalocie pochodziły z alianckich dostaw w ramach umowy Land-Lease, były to amerykańskie maszyny typu B-25 „Mitchell”. Było to ostanie i jednocześnie największe sowieckie bombardowanie Warszawy. Zrzucono 100 ton bomb, prawdopodobnie zginęło ok. 300 cywilów i 17 Niemców, rannych - ponad 1000 (Niemcy podawali takie liczby: 149 zabitych, 11 zaginionych i 223 rannych). W okresie PRL-u pamięć o nalotach należała do sfery tematów zakazanych.

Jedna z plansz wystawy Domu Spotkań z Historią autorstwa Zygmunta Walkowskiego pt. "Warszawa z wysoka" dotyczyła sowieckich bombardowań Warszawy w czasie II wojny światowej. Na załączonej fotografii lotniczej z 1944 zaznaczono budynki zniszczone w czasie tych bombardowań.


Źródła:

Nowy Kurier Warszawski, Nr 116 z 17.05.1943.
Sabina Sebyłowa, Notatki z prawobrzeżnej Warszawy, Warszawa 1985.

Fotografia:

Jedyne okupacyjne zdjęcie zniszczeń po nalocie sowieckim. Kwatera 178 na Starych Powązkach zniszczona podczas radzieckiego nalotu w 1942 r. W tle kamienice przy Okopowej, które w czasie powstania zostały spalone. - Fot. Zbiory Krzysztofa Jaszczyńskiego / Fundacja Warszawa1939.pl

Materiały dodatkowe