Robert Kennedy zdobywa serca warszawiaków

Instytut Pamięci Narodowej

27 czerwca 1964

Akurat kończyła się wizyta jugosłowiańskiego przywódcy, Josipa Tito w Polsce, gdy na warszawskim lotnisku na Okęciu wylądował w samolot z jednym z najważniejszych przedstawicieli amerykańskiego rządu, ministrem sprawiedliwości - Robertem Kennedym, bratem zamordowanego kilka miesięcy wcześniej prezydenta USA, Johna Fitzgeralda Kennedy'ego.

Wizyta nie miała oficjalnego charakteru, Kennedy przyjechał odwiedzić rodzinę żony - siostrą jego żony Jacqueline Kennedy (z d. Onassis) była Caroline Lee Bouvie, żonata ze Stanisławem Albrechtem Radziwiłłem. Nie bez znaczenia były ambicje polityczne Roberta, planował on start w wyborach prezydenckich w 1968 roku, liczna Polonia amerykańska była bardzo wpływową grupą wyborców w Ameryce, zdobycie ich sympatii znacznie poprawiłyby elektorskie szanse Kennedy'ego. Do zjednywania sobie popularności jednak nie musiał Polaków specjalnie namawiać - mimo, że jego wizyty oficjalnie nie anonsowano, to już na lotnisku w Warszawie czekał niemały tłum fanów spragnionych namacalnego kontaktu ze wszystkim co amerykańskie. Przez całą podróż towarzyszył mu wielotysięczny tłum, bardzo dokładnie obstawiony pracownikami służb bezpieczeństwa. Mimo wszystko Kennedy był przedstawicielem Ameryki, najbardziej znienawidzonego kraju w państwach bloku radzieckiego (zob. poniższą kronikę).

Kennedy wieczorem udał się do słynnego baru Krokodyl na Starym Mieście, klub uwieczniono w filmie Niewinni Czarodzieje Andrzeja Wajdy, akurat tego dnia odbywało się tam wesele. Młoda para zaprosiła egzotycznego gościa do stołu, Kennedy dużo rozmawiał, tańczył, pił i bawił się z weselnikami. Od razu podbił serca warszawiaków, mimo wysokiej pozycji i bogactwa w ogóle nie sprawiał wrażenia odległego od problemów zwykły ludzi, ten amerykański styl musiał szczególnie kontrastować ze stylem miejscowych polityków, którym społeczny awans dawał poczucie dystansu wobec zwykłych ludzi. Potwierdził to odwiedzając klub studencki Stodoła oraz jeden z miejskich szpitali dziecięcych.

Kennedy nie czuł respektu wobec wszechwładnej służby bezpieczeństwa. Gdy podczas odwiedzin u rodziny na Wilanowie dowiedział się, że w pobliskich krzakach czai się grupa obserwujących go funkcjonariuszy natychmiast do nich wyszedł, wręczył im gadgety z kampanii prezydenckiej swojego brata, malowane na złoto metalowe przypinki do krawatów. Speszeni funkcjonariusze nawet zaczęli mu dziękować…

Niestety nie za każdym razem było tak zabawnie. Podczas spaceru Krakowskim Przedmieściem, wśród otaczającego Kennedy'ego tłumu znalazł się przypadkowy żołnierz w mundurze Wojska Polskiego, widocznie nie bardzo rozumiejąc sytuację przywitał się i uścisnął dłoń amerykańskiemu gościowi. Młody żołnierz został za to wyrzucony z wojska z "wilczym biletem" - jak wspomina jego siostra, całkowicie przekreśliło to marzenia tego młodego człowieka o karierze wojskowej.

Mimo nadziei na odwilż i nastanie wolności w Polsce, wizyta Kennedy'ego była jednym ostatnich przejawów popaździernikowego rozluźnienia, w kilka lat później - w marcu 1968 i w grudniu 1970 - gomułkowska "mała stabilizacja" dobitnie uwidoczniła niereformowalność systemu. Sam Robert Kennedy postanowił zrealizować swój plan i ubiegać się o amerykańską prezydenturę - jak się okazało - na swoje nieszczęście. Udało mu się uzyskać nominację Demokratów. 5 czerwca 1968 w Los Angeles w trakcie wystąpienia świętującego otrzymanie nominacji został postrzelony przez zamachowca Sirhana Sirhana, zmarł następnego dnia. Sirhan motywował zbrodnię poparciem Kennedy'ego dla Izraela w wojnie sześciodniowej. Śmierć kolejnego Kennedy'ego w zamachu przyczyniła się do rozwoju legendy o Klątwie Kennedych.

Kronika Filmowa 3/1953: Oto Ameryka


Zobacz więcej materiałów Polskiej Kroniki Filmowej na stronie Repozytorium Cyfrowego Filmoteki Narodowej.

Fotografia:

Robert Kennedy wraz z małżonką w bramie Uniwersytetu Warszawskiego - Instytut Pamięci Narodowej

Materiały dodatkowe