Stodoła w środku Warszawy

fot. Stolica, Nr 17 z 1959 r.

5 kwietnia 1956

Dnia 5 kwietnia 1956 otworzył swe podwoje Centralny Klub Studentów Politechniki Warszawskiej, od miejsca w którym się znajdował, baraku po stołówce dla pracowników budujących PKiN, przezwany dość szybko przez bywalców - Stodołą. Pokolenie urodzone w czasie wojny lub tuż po niej, pokolenie młodzieży spragnionej tanecznej muzyki do zabawy, wychowane na siermiężnych socrealistycznych akademiach, gdzie jedyną rozrywką była orkiestra przygrywająca ludowe melodie - to pokolenie wreszcie dostało w Warszawie swoje miejsce do zabawy.

To właśnie w Stodole można się było zetknąć z nowy nurtem muzyki, "imperialistycznym" jazzem, wkrótce Klub stał się istną mekką warszawskich miłośników tej muzyki. To tutaj odbyły się trzy pierwsze edycje Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Jazzowej „Jazz Jamboree” ('58, '59, '60), prowadzącym imprezę i jednym z filarów tworzących atmosferę Klubu był Leopold Tyrmand.

Marek Karewicz, fotograf i amator życia wieczornego stolicy, wspomina swoją wizytę w nowo otwartym Klubie:

Waldek powiedział mi: ”Słuchaj Marek, otwierają Stodołę”. Poszedłem, a tam zbity tłum. O wejściu nie było mowy, ale na bramce stoi mój koleżka, Gienek Frajer i krzyczy: ”Maruś, o co ci chodzi?!”, ”Chcę wejść!”, ”Maruś, tu są minimalne szanse, ale idź w kierunku toalety!”. Na otwarcie wlazłem więc przez okno damskiego WC na sam środek parkietu, gdzie stał już zupełnie pijany Jaskóła, bo wcześniej nosił do klubu skrzynki z piwem. Jaskóła to kolejna kultowa postać. – Jak dobrze popił, onomatopejami przypominającymi angielski improwizował jazz. Kiedyś przy tym śpiewaniu spadł razem z kwietnikiem z pierwszego piętra.
Był 5 kwietnia 1956 r. Swingował sekstet Jurka Zabieglińskiego, a na parkiecie kołysał się słynny Henio-Meloman, Gienek Frajer (wtedy szatniarz i bramkarz, a dziś biznesmen Eugeniusz Halski) i mnóstwo najpiękniejszych dziewczyn, ubranych w krochmalone tetrowe spódnice i trumniaki, czyli ufarbowane na czarno pepegi (z Poznańskiej Fabryki Przemysłu Gumowego) z odciętymi sznurowadłami.
[...] Klub na Emilii Plater wyglądał biednie. Służył jako stołówka budowniczym Pałacu Kultury i Nauki. Gdy otworzono pałac i radzieccy robotnicy pojechali do siebie, barak wypożyczyła Politechnika Warszawska. W dzień był jadłodajnią dla studentów, a w czwartki, soboty i niedziele najlepszą w mieście knajpą kategorii III, spowitą specyficznym zapachem z kotłów. – Wtedy chodziło się albo do Stodoły, albo do Hybryd – opowiada pan Marek. – Jak się koledzy spotykali na mieście, witali się: ”Stary, coś ty się tak dziś odpier...?”, ”Idę do Hybryd. A ty jak szmaciarz”. ”Bo ja do Stodoły”.
Wszyscy najcieplej mówią o dużej pani Tosi (Taranta), która stała przy barze przez najlepsze stodolane lata i trzęsła całym klubem: – Koniec koncertu, zgasić światło – zarządzała i wyłączano prąd. – Podczas występów siedziała za kulisami, coś człowiekowi przeprasowała, przyszyła guzik.

Po wyprowadzce z Emilii Plater Klub jeszcze kilka razy zmieniał siedzibę, by wreszcie osiąść w swej dzisiejszej siedzibe - na Batorego. Dziś w miejscu dawnej Stodoły stoi (jeszcze) pawilon meblowy „Emilia” (ul. Emilii Plater 51).

Źródła:
Edyta Gietka, Ze Stodoły w świat, Tygodnik Przegląd z 27 maja 2002.
Jan Mencwel, Jan Wiśniewski, Stolik Zarezerwowany. Kontrkulturowe kawiarnie Warszawy 1825–1989, Warszawa 2011.
Klub “Stodoła” - dawna jadalnia budowniczych PKiN - Audycja Polskiego Radia

Mapa

Fotografia:

Pierwsza siedziba Stodoły - fot. Stolica, Nr 17 z 1959 r.

Materiały dodatkowe