Ujęcie sprawców włamania do sejfu Banku „Wilhelm Landau”

Rys. "Przegląd Techniczny", styczeń 1907

23 lipca 1920

Historia z filmu „Halo Szpicbródka” nie jest wyłącznie wymysłem scenarzysty. Takie włamania zdarzały się naprawdę - w 1920 r. dwóch kasiarzy podkopało się do sejfu Banku „Wilhelm Landau” przy Senatorskiej i obrabowało blisko setkę skrytek depozytowych, w których znajdowały się m.in. diamenty, pieniądze i wartościowe dokumenty.

W poniedziałek 28 czerwca 1920 r. pracownikom Banku „Wilhelm Landau” przy ul. Senatorskiej 42 (obecnie ul. Senatorska 38) nie udało się otworzyć pancernych drzwi do sejfu ze skrytkami depozytowymi. Mimo że dwa klucze otwierały zamki, nie było możliwości przekręcenia koła otwierającego żelazne rygle zamykające drzwi. Coś blokowało mechanizm. Nie zaniepokoiło to jednak aż tak bardzo dyrekcji banku. Zlokalizowany w piwnicy sejf, posiadający 72-centymetrowej grubości ściany, obudowany wewnątrz metalowymi płytami centymetrowej grubości (ze wszystkich stron: ściany, sufit i podłoga), dla bezpieczeństwa dodatkowo otoczony korytarzem dla strażnika, wydawał się być bezpiecznym miejscem dla wartościowych przedmiotów klientów banku.

Bankowcy zdecydowali się wykonać podkop z piwnicy pod pancernymi drzwiami (grubości 26 cm!) aby dostać się do sejfu. Po dwóch tygodniach udało się przewiercić otwór w podłodze, przez który z sejfu zaczął się sypać piasek, którego w sejfie być nie mogło! Sprowadzeni „z zagranicy”, czyli z Gdańska mechanicy, przedstawiciele firmy Panzer AG, która wyprodukowała sejf, także nie byli w stanie go otworzyć. Zdecydowano się wezwać policję, dla której stało się oczywiste, że nastąpiło włamanie do skarbca. Szybko ustalono, że na sąsiedniej posesji przy pl. Bankowym w połowie maja dwóch mężczyzn wynajęło szopę z przeznaczeniem na budowę warsztatu samochodowego, z wkopanym w ziemię zbiornikiem na paliwo. Mieszkańcy kamienicy nie byli więc zdziwieni, że z szopy jest wywożona ziemia, a przywożone deski.

Policja zamiast rzekomego zbiornika na paliwo znalazła tunel 40 metrowej długości prowadzący do sejfu Banku Landaua. Po wejściu do sejfu przez otwór wykonany przez włamywaczy w podłodze okazało się, że opróżnili oni 95 największych skrytek depozytowych (spośród ponad 1100 w całym skarbcu). Wyjaśnił się też powód zablokowania drzwi do sejfu – były całe przysypane ziemią, której ciężar spowodował dodatkowe tarcie uniemożliwiające przesunięcie się rygli.

Na podstawie rysopisów pamięciowych policja ustaliła, że włamania dokonali dwaj znani kasiarze – Stanisław Ćwil i Hubert (Karol) Krygier, prywatnie szwagrowie. W 1917 r. dokonali oni włamania do sejfów w Rostowie i w Charkowie. Podobnie jak w Warszawie włamań dokonali wykonując podkopy do skarbców.

Po dokonaniu włamania do Banku Landaua sprawcy wyjechali z Warszawy, część łupu po podziale zakopali w okolicach Piaseczna, a sami udali się do Radomia. Na ich ślad naprowadziła policję kochanka Ćwila. Żyjący w separacji z żoną kasiarz, za damę swojego serca obrał jej siostrę. W ramach prowadzonego śledztwa policja ustaliła, że po dniu włamania kilkukrotnie odwiedzała ona Radom. Tam też aresztowano 19 lipca Ćwila, przy którym znaleziono m.in. brylantowy wisiorek z warszawskiego skarbca. W ramach zeznań Ćwil „wsypał” szwagra, który został aresztowany 23 lipca, także w Radomiu.
Policja odzyskała większość łupów, część znajdowała się w radomskich mieszkaniach kasiarzy (m.in. w piecu w mieszkaniu Krygiera 300 000 rubli), a część zakopana pod Piasecznem. W trakcie przesłuchania okazało się, że Krygier próbował ukryć 70 brylantów i dwa rubiny w swoim ciele „u wylotu kiszki odchodowej”. Czy jednak odzyskano wszystko, tego nie wiadomo, w końcu nie zawsze właściciele skrytek chcieli się tłumaczyć z tego, co w nich przechowywali. Zwłaszcza, jeśli mogły one należeć np. do członków warszawskiego światka przestępczego.

Jak łatwo się domyślić, ówczesna prasa emocjonowała się włamaniem i opisywała je w szczegółach. Co ciekawe, szczegóły te potrafiły znacząco się różnić! Wynajęcie szopy przez kasiarzy miało nastąpić w końcu marca bądź na początku maja. Podkop miał mieć długość od 16 sążni (około 35 metrów) do 300 metrów! Próby wejścia do zablokowanego sejfu też są różnie opisywane. Z drugiej jednak strony dzięki tym szczegółom wiadomo, że przebijanie się przez samą podłogę skarbca trwało tydzień! Wiadomo także, że zakopana pod Piasecznem w letnisku Rejtany skrytka z łupami ważyła 30 funtów – czyli około 15 kilogramów.

Na szczęście secesyjny gmach Banku Landaua wybudowany w 1906 r. przetrwał obie wojny światowe i w jego podziemiach wciąż znajduje się oryginalny skarbiec, który można oglądać w ramach organizowanych przez Park Miniatur Województwa Mazowieckiego wycieczkach po jego zakamarkach.

Źródła:
Kurier Warszawski z 25 lipca 1920
Ilustrowany Kurier Codzienny z 15 lipca 1920

Mapa

Fotografia:

Bank Landaua - Rys. "Przegląd Techniczny", styczeń 1907

Materiały dodatkowe