Warszawa świętuje koniec wojny

Fot. Helena Michniewska/Archiwum Historii Mówionej

8 maja 1945

8 maja 1945 dotarła do Warszawy jak i innych stolic europejskich, wieść o podpisaniu przez Niemców aktu kapitulacji. Tego dnia cała zachodnia Europa świętowała koniec wojny. W stolicy wieczorem rozległy się fajerwerki, które część zdezorientowanej ludności wzięła za nalot bombowy. Główne obchody zakończenia wojny zaplanowano na kolejny dzień, zgodnie z uznaniem przez ZSRR 9. maja, Dniem Zwycięstwa. Tego dnia przerwano pracę we wszystkich zakładach i instytucjach, aby ich pracownicy mogli przybyć na manifestację na placu Teatralnym. Nowa władza nie omieszkała zakończenia wojny wykorzystać propagandowo. 

Oto jak wspominają ogłoszenie końca wojny warszawiacy:

Jerzy Timoszewicz:
8 maja wieczorem rozległa się straszliwa kanonada: wybuchy, race świetlne na niebie!... Ponieważ miesiąc wcześniej, w kwietniu, pojawiły się nad Warszawą niemieckie samoloty bombowe i artyleria przeciwlotnicza je ostrzelała, a teraz też strzelali, to wszyscy lokatorzy naszej kamienicy, jak jeden mąż, zeszli do schronu do piwnicy. I siedzieliśmy tam niemal w składzie, w jakim siedzieliśmy w czasie powstania, niewiele zmienionym. W pewnym momencie ktoś do nas zszedł i powiedział: Co wy, to jest koniec wojny, to są salwy na cześć! To jest radość! My, dosyć zawstydzeni, wyszliśmy. Ale dla mnie właściwie wojna skończyła się w innym momencie – kiedy wróciliśmy do domu w lutym 1945 roku.

Lech Tulicki:
Stałem na placu Teatralnym, bo nas wtedy tam zawołali i ogłosili zakończenie wojny. Był wiec na placu Teatralnym i na balkonie opery stały solistki i generał. To chyba był marszałek Rola Żymierski lub być może jakiś inny, może Spychalski. Nie wiem czy był Bierut czy nie, ale była tam cała ta grupa tych bonzów i na dole stało kilkanaście tysięcy. Ochotnik wcale nie chciał tam przyjść, trochę spędzono z zakładów pracy, ze szkół. To był wiec radości? Nieprawda. Mało tego, cały plac Teatralny to była góra gruzu. Jak pokazują tam, że ludzie tańczą [to nieprawda], nikt nie tańczył na placu Teatralnym. Ludzie byli obszarpani, oberwani, głodowe tam jakieś pensyjki robociarze dostawali (…).

Elżbieta Przewłocka:
Przyszedł maj, koniec wojny.(…) To właściwie była wielka radość, bo nikt sobie nie zdawał sprawy, jaka będzie ta Polska wyzwolona przez Armię Radziecką. Wielka parada, wielka radość, na trybunie stał m.in. Bierut i nasza szkoła defilowała, a ponieważ myśmy z Zosią były jedne z najwyższych, więc szłyśmy w pierwszej czwórce przed Bierutem – taką plamę na honorze mamy.

Marian Korejwo (żołnierz AK)
Poszliśmy z Witkiem do czynnej już restauracji "Polonia" na obiad. Po zjedzeniu i wypiciu kilku kielichów, gdy poprosiliśmy o rachunek , kelnerzy oświadczyli, że wszystko jest na koszt firmy, bo w dniu zakończenia wojny nie biorą pieniędzy. Po wyjściu z restauracji, na Marszałkowskiej, wpadliśmy w objęcia trzech mocno już podpitych oficerów sowieckich. Objęli nas i stwierdzili, że muszą oblać koniec wojny z sojusznikami. Zaciągnęli nas na pijaństwo. Piliśmy, śpiewając różne piosenki. Ja z Witkiem śpiewaliśmy swoje partyzanckie i wojskowe, a oni swoje. 9 maja 1945

Rok 1945, Między wojną a niepodległością, opracowanie Marta Markowska, Wyd. KARTA, Warszawa 2016.

Pozostałe wspomnienia pochodzą z Archiwum Historii Mówionej Domu Spotkań z Historią i Ośrodka KARTA.

Fotografia:

Warszawiacy na gruzach - Fot. Helena Michniewska/Archiwum Historii Mówionej

Materiały dodatkowe